Absolutnie żadnych lag

Techniczno-życiowy blog.

Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Vicious. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Vicious. Pokaż wszystkie posty

[Vicious][Gawędy pofai] O wielkości gier i dysków, o nowej generacji i starych zwyczajach

Ostatnim czasem głośno się porobiło w świecie elektronicznej rozrywki o dyskach w nowej generacji konsol. I rzeczywiście jest to dość ciekawy temat. Sony do PS5 wrzuciło niecały 1TB dysk z czego do użytku gracza pozostało ok 660gb. W słabszej wersji Xboxa dostajemy dysk o pojemności ok 500GB, a dodatkowy dysk (tak możemy kupić dodatkowy dysk 1TB) kosztuje w sklepach ok 1tyś zł. Do PS5 nawet nie możemy dodać dysku zewnętrznego na dzień dzisiejszy.

 

Jakie to ma dla nas – graczy – znaczenie? Wydaje mi się, że dość duże. I to negatywne dla świata gier. Dlaczego? Ponieważ słynny PC Master Race rzeczywiście dostaje teraz wodę na młyn, wiatr w żagle itd. itd. Na PC ograniczają nas tylko pieniądze – pojemności możemy sobie wybrać do woli. Bo popatrzcie – COD Warzone zajmuje już ponad 250GB (!). RDR2 zajmuje ok 100GB. To już nam daje 350GB. Na DWIE gry. Średnia wielkość gier AAA dzisiaj to ok 50GB. Domyślam się, że taki Cyberpunk 2077 będzie zajmował ok 150GB. To jest szalone. Mocno. Gier będziemy mogli zainstalować coraz mniej. I to zaczyna być problemem nowej generacji. Rozwiązaniem może być granie z chmury – bądź pobieranie w trakcie gry pewnych danych z chmury – jak to jest w przypadku Microsoft Flight Simulator. Tylko – czy to rzeczywiście takie dobre? Producent zamknie serwery, stracimy dostęp do internetu – i już nie zagramy.

 

Inną kwestią jest wielkość gier. Twórców chyba już mocno pogięło w tym temacie. Wspomniany RDR2, Warzone – a można wymieniać i wymieniać. Dla porównania – CAŁA biblioteka gier na SNES ma nie całe 10GB. Czy gameplay'a jest tam mniej? Dalej – Risk Of Rain 1 – nie całe 100MB, Binding of Isaac – ok 1GB. Jestem w stanie pojąć, że gra może zajmować do 50GB – jak np. Wiedźmin 3 – gdzie naprawdę mamy sporo kontentu. Jednakże – 100 i więcej ? Mój pierwszy dysk w komputerze to był 800MB, kolejny 2,1GB nie wiedziałem czym mógłbym go zapchać. Teraz ludzie się burzą jak dostają 32GB w telefonie. Wszystko staje na głowie. Programiści zamiast iść w gejmplej – to ładują scenki z MotionCapture, filmiki po pół godziny a resztę grania dopychają nic nie znaczącym grindingiem, szukaniem znajdziek na mapie, znajdowaniem nikomu na nic nie potrzebnych znajdziek (np. pudełka papierosów w RDR2, Plakatów czy magazynów w grach Mafia) bo nagle okazuje się, że takiego stricte grania jest na 5-10h. Wystarczy popatrzyć na masę małych gier – zwanych nie wiem czemu Indie – małych rozmiarem fizycznym ale z masą grywalności. Coś jest ostatnio nie tak. Duże gry AAA – zajmują od cholery miejsca, często wychodzą z bugami które tylko żenują, łatki "day-one" zajmują po kilkadziesiąt GB. Dostajemy obraz istnego szaleństwa. Przestrzeń 100GB już dawno przestała robić wrażenie. A grywalności? Naprawdę jest tak dużo? Popatrzmy na RDR2 – dłuuugie sceny jazdy na koniu – masa zadań pobocznych – przejście gry zajmuje ok 50h. Ale jakby to skrócić do podstawowego gejmpleja – nie bawiąc się w poboczne rzeczy i przyśpieszając dłuuugie sekwencje jazdy – starczyłoby góra na 10h. Death Stranding – tam prawie nie ma gejmpleja – chodzenia co niemiara, nie wiele się dzieje, masa pobocznych i nic nie wnoszących questów. Normalnie jakby dostać obuchem w ryj. Coś mi się zdaje, że rynek gier zapędza się w kozi róg. Nie wiedzą w którą stronę leźć. Przykład Cyberpunku – przekładanie premiery, gra we wczesnym stadium okazuje się średnim tytułem, wykorzystywanie pracowników itd. Do czego zmierzają twórcy? Do przyjemności z grania czy do walki o lepsze parametry rozdzielczości, fpsów czy szczegółowości wykonania gałki ocznej piłkarza? Na co komu to? PC master race – rozumiem. Ale na konsolach to ja chcę grywalności bez zastanawiania się czy mi się dany tytuł odpali czy też nie. Chce wsadzić płytkę i grać a nie ciągnąć co tydzień łatek po x GB. I trzymać kolosy na dysku o wielkości XXX Gb.

 

Z tego też powodu widzę dwa wnioski. 1. Pozycja Switcha jest niezagrożona. Twórcy małych tytułów mają platformę (bardzo duża ilość egzemplarzy konsoli – ostatnio sprzedaż przekroczyła 70mln sztuk) na którą warto wydać gry. W Switchu mamy karty microSD – ja mam wmontowaną kartę 256GB – mam wolne jeszcze ze 100GB a mam zainstalowane ok 30-40 tytułów – w tym naprawdę duże pozycje jak Borderlands 2 czy też Captain Tsubasa, Saints Row. Ta konsola będzie mekką dla graczy i mobilnych i stacjonarnych którzy nie gonią za ultra realistyczną grafiką, 120fps w 8k. Grywalność przede wszystkim w znośnej oprawie audio-wizualnej. Szczególnie, że jest to handheld o mocy Xboxa360 lub PS3. GTA5 mogłoby już dawno na niej działać. A przykład takiej Zeldy BOTW pokazuje, że można zrobić naprawdę przepiękne gry AAA mniejszym kosztem. Rune Factor 5 wygląda też niesamowicie a na pewno nie będzie zajmował 50gb.

2. PCty wygrają w walce z graczami pro (nie lubię tych podziałów). Ta generacja – oprócz w miarę sensownej ceny – w ogóle nie ma sensu. Za rok-dwa będzie przestarzała a każdy będzie musiał wydać dodatkowe pieniądze na dyski. I przykład xkloca pokazuje, że ceny są astronomiczne – zupełnie nie współmierne do cen dysków na PC. Różnica w ładowaniu gier na poziomie 30sek nie przemówi na korzyść w żaden sposób. Zresztą – kto odpala 10 gier w tle? I przełącza się między nimi? To był tak wielki problem w konsolach PS4-Xone? Serio? Mainfeature? Za cenę nowej konsoli kupimy kartę graficzną która może nam posłużyć kilka dobrych lat. Całą resztę złożymy za cenę drugiej konsoli. Ale – mamy wszystko co trzeba. A w przypadku konsol? ….

 

Musimy zaczekać by dowiedzieć się co przyniesie przyszłość. Ale dla PS5 i Xkloca nie widzę wielkich szans na powtórzenie wyników poprzedniej generacji. Będzie ciężko. Ja zostaję na razie z PS4 – szczególnie, że Sony obiecało wsparcie dla tej konsoli na kolejne lata – i przede wszystkim ze Switchem – gdzie ostatnie wakacje pokazały jak to jest fajnie rozwiązana konsola. Będąc w pensjonatach mogłem się cieszyć grą w swoje ulubione tytuły nie musząc targać TV, kloca w postaci konsoli i do tego pada. Twórcom gier życzę ogarnięcia się w produkcji – to ile zajmują teraz gry zakrawa o kpinę.

[Vicious] Czy czeka nas kryzys jak w roku 1983 ?

Może śmiało postawiona teza. Ale. Ostatnio to co się dzieje w branży gier wideo daje sporo do myślenia. Zacznijmy po kolei.

1. Dziwne kroki Sony

Sony ze swoją Playstation 5 robi bardzo dziwne rzeczy. Nadal nie wiemy :

- jak konsola wygląda
- jaka ma być cena
- startowe tytuły
- jak wygląda sprawa wstecznej kompatybilności
- jak wygląda sprawa z dostawą części do produkcji konsol w dobie pandemii
- PS4 sprzedaje się nadal jak szalone (to tak na dodatek)

Sprawa związana z konsolą Sony jest bardzo mglista i dziwna. Mamy maj. Nadal na dobrą sprawę nic nie wiemy o samej konsoli. Jak wygląda, co będzie można na niej robić itd itd. Wszystkie te konferencje jakie Sony robiło wyglądało dla mnie jako mydlenie oczu. Mamy super dysk... Patrzcie jakie mamy logo... Tak wygląda nasz pad... Ale gdzie konkrety ? Konsola ma być w sprzedaży za pół roku! I nic o niej nadal w sumie nie wiemy!

2. Brak exclusive dla nowego Xklocka.

To był jedno z największych info jakie mnie zaskoczyło. Wydać konsolę. Bez gier exclusive... I to przez okres dwóch lat. I jeszcze śmiało o tym mówić na forum publicznym podczas prezentacji nowej konsoli. Po dwóch latach to konstrukcja zawarta w konsoli będzie już przestarzała!!! Co to za kretyński pomysł ?! Udostępnianie gier na komputerach w serii Gamepass to też bardzo ciekawa zagrywka. Niech mi ktoś wyjaśni - po co mam kupować tą konsolę (jak za dwa lata to będzie produkt już ze średniej półki) jak zapewne pogram w dany tytuł na PC ? Nie lepiej kupić bardziej uniwersalny komputer (gdzie mogę zawsze zmienić podzespoły) niż brać konsolę która nie ma niczego ciekawego do zaoferowania ?

3. Nintendo zamyka sklep eshop w niektórych krajach.

Eshop dla WiiU oraz 3dsa ma być zamknięty w niektórych krajach ameryki południowej. OK - chodzi o sklepy w których można tylko odebrać produkty z kodów. OK - może i nie ma tam wielkich rzeczy ale update'y gier i konsol ? Co z nimi ? To aż tak wielki problem dla Big N ? Aż tak cienko już przędą ? Dodatkowo - odwołany Nintendo Direct czerwcowy, brak zapowiedzi gier od samej Niny... To już naprawdę nie brzmi ciekawie. Czyżby aż tak było ciężko Japończykom? Sprzedaż samych konsol jest utrudniona przez problem z dostawą części do produkcji. Cisza jaka jest od Nintendo też jest przerażająca.

4. Odwołane wszystkie większe imprezy.

Nie będzie E3. Nie będzie Gamescom. Niby ma być coś w postaci webinariów. Niby. Sony robi swoje bieda-konferencje, M$ opowiada jakie xkloc jest fantastyczne - ale bez gier na wyłączność, Nina odwołuje nawet swoje własne Directy... Dodajmy do tego opóźnienia w premierach gier (przenoszone nagle i po diable) - głośne ostatnio The Last of Us 2 czy też Cyberpunk 2077. I mamy bardzo ciekawy obraz branży.

5. Praca zdalna

Wszyscy deweloperzy muszą pracować zdalnie. Ktoś powie - ale to przecież w dobie szybkich internetów to nie wielki problem. Programiści się zgadają i mogą być cały czas dla siebie dostępni Online więc dadzą radę. Prawda ? No nie... W dobie złożoności ówczesnych produkcji potrzeba wielu branż. Przykładowo - Motion Capture - do tego są potrzebni aktorzy, masa sprzętu, godziny prac przenoszenia ruchów do gry. Drugim świetnym przykładem jest soundtrack - jak mają się zbierać i nagrywać orkiestry symfoniczne, zespoły muzyczne kiedy sami nie mogą pracować ?


To wszystko zbiera się na dziwny obraz całości. Z jednej strony siedzimy więcej w domach więc i sprzęt do grania sprzedaje się jak świeże bułeczki, gry schodzą fantastycznie. Ale... Nowych gier AAA nie ma za wiele. Masa popierdółek, Indie (które już dawno przestały być indie) i remastery - to jest to co dostajemy. Ile na tym branża wyżyje ? Do tego dodajmy rok w którym miały się pojawić nowe konsole - czyli zmiana branży - w momencie kryzysu światowego każe raczej ostrożnie patrzeć w przyszłość. Ja szczerze obawiam się, że może nas czekać kryzys jak w latach 80tych. Duży wydawcy działają dość słabo ostatnimi latami (Blizzard/Acclaim, EA, Dice) zaliczając wpadki za wpadkami. Odwoływane są duże tytuły (jak chociażby ostatnio WWE 21), wstrzymane plany rozwoju już istniejących (koniec scenariuszy dla Battlefield 5). The Last Of Us 2 - odwołana w ostatniej chwili premiera połączona ze zwrotem pieniędzy graczom którzy zamówili grę w preorderze (niby ma wyjść w lipcu ale to zobaczymy co to będzie), Horizon Zero Dawn - zapowiedziana na PC exclusive z PS4 (jakoś gadka o chęci dotarcia do większej rzeszy graczy do mnie nie przemawia), przełożona premiera Death Stranding na PC. No dużo się dzieje negatywnego na rynku. Ja czekam z niecierpliwością co będzie dalej w mojej ukochanej branży rozrywkowej.

[Vicious] Android vs iOS, Google vs Apple, iPhone vs (???)

Do napisania tego posta nastawiałem się okropnie długo. Ciężko było się zebrać, zebrać myśli i znaleźć czas. Ale czas nastał. Czas na wojnę. Czas na moje porównanie tych dwóch systemów. Dwóch najważniejszych graczy na rynku – iOS i Android.

Zacznijmy od tego, że użytkownikiem Androida byłem od czasu wygrania Sony-Ericsson Xperia Play w 2011roku (już prawie pięć lat…) w konkursie zorganizowanym na facebooku. Przesiadka z aktualnie wtedy używanym Symbianem (w Nokii E90) okazała się nader szybka i bardzo przyjemna. Telefon hulał na androidzie w wersji 2.3.3 (potocznie zwanym Gingerbread). Następne telefony były również z systemem Android (Samsung S4 Zoom, i Samsung S4 VE). Aż do sierpnia 2015 były to zielone robociki. Po licznych namowach Prostego (i własnej frustacji Androidem) postawiłem na zmianę (przyczynił się do tego też Monster Hunter – ale o tym zaraz). Kupiłem iPhone’a 4s. A teraz (dzięki Prostemu) mogę się pochwalić iPhone’em 5s.

Wady i zalety systemów

Dlaczego toczą się takie wojny między użytkownikami tych systemów ? Szczerze jest to spowodowane odwiecznym przeświadczeniem takiego leminga – „jest lepsze to co mam, bo to mam”. To sprowadza się w 95% wojen technologicznych. Jestem w stanie się założyć, że i jedna i druga strona w życiu nie była użytkownikiem „wrogiego” systemu dłużej niż parę godzin. A żeby uzyskać jako takie mniemanie trzeba się jednakże dobrze zaznajomić, poużywać, pobawić się itd. systemem opozycyjnym.

Ja sam przez lata byłem zdecydowanym zwolennikiem Androida – chociaż przyznam szczerze, że prym wiedzie w tym posiadanie telefonu z padem (kontrolerem do grania). Kolejne telefony nie sprawdzały się już tak wyśmienicie. Android był pseudo-otwartym systemem. Z pseudo dużą ilością możliwych do wgrania modyfikacji systemu. Wszystko podbarwione wszelakimi animacjami, w miarę intuicyjnym systemem. Stare adroidowe telefony działały naprawdę fajnie. Z rzadka się wieszały, nie były aż tak zasobożerne jak najnowsze wersje systemu. W pewnym momencie zauważyłem jednakże spore problemy:
1. Atualizacje oprogramowania do nowszych wersji przeprowadzone przez producentów słuchawek to mit. Jeżeli doczekasz się dwóch łatek – to powinieneś skakać pod niebiosa. Xperia Play została z 2.3.4 (gingerbread), Samsung S4 Zoom – z Kitaktem (4.4.x), Samsung S4 VE z Lollipopem (5.0.1 – ale dostał aktualizacje jak był dostępny nowszy soft 5.1). Bieda potworna. Owszem – zaraz odezwą się obrońcy – „Jak TO! Przecież w Internecie jest multum softu wydawanego przez fanów!” Tak . Zgadzam się – ale wiąże się to z dwoma niedogodnościami – brakiem profesjonalnych testów oraz wymaganym złamaniem systemu (co w porównaniu do iOS dość często kończy się zbrickowanym telefonem).
2. Nowe – lepsze – wersje aplikacji wychodzą tylko na nowszy soft – co w połączeniu z podpunktem pierwszym powoduje, że albo obliżesz się smakiem i będziesz korzystał z tego co masz albo bawisz się w łamanie systemu i wgrywasz niepewne, nie przetestowane pod każdym względem oprogramowanie od „Pana Zbysia” z forum dla ogrodników.
3. Każda nowa wersja androida coraz bardziej zamyka system, jest bardziej zasobożerny, wygląda gorzej i nie wnosi nic nowego. Brak dostępu do karty pamięci w systemie Kitkat/Lollipop to jakiś marnej jakości żart. Nic dziwnego, że nowe telefony wychodzą bez slotu na kartę pamięci. Zasobożerność na pamięć wewnętrzną i ram to kolejna bolączka. 16gb pamięci w telefonie i 1gb ram nie pozwala od 2 lat cieszyć się gołym telefonem bez zainstalowanych aplikacji. Powiecie za chwilę „Ale pierd…”. Niestety nie. Po 3-4miesiącach system się „powiększa” skutecznie upychając te 16gb i pozostawiając Ci drobne na parę MP3, a na ekranie co rusz pojawi się informacja, że brakuje pamięci. O multitasku zapomnijcie. 1GB android wessie szybciej niż Ci się będzie zdawało. Jedyna rada – restart telefonu co parę dni i „twardy” reset (czytaj – format słuchawki) co miesiąc.
4. Tych producentów słuchawek z androidem jest tyle – że na dobrą sprawę wszystko jest takie same. Czy kupisz „flagowca” czy model spod lady od chińczyka – masz na dobrą sprawę to samo. Ilość rdzeni, mhz czy też rozdzielczość nie ma praktycznie żadnego znaczenia.
5. Kolejne modele wprowadzane przez producentów nie mają ŻADNEGO sensu. Na cholerę mi 8 rdzeni, 4 gb ramu, wyświetlacz 4k ??? Takie same osiągi i stabilność systemu mogę osiągnąć na sprzęcie sprzed 4 lat! Czego to dowodzi ?! Producenci mają w dupie klienta! Zamiast zająć się OPTYMALIZACJĄ to leją z góry na działanie a skupiają się na technologiach, które nawet w 5% NIE BĘDĄ wykorzystywane przez użytkownika (nie ważne kto wam co powie – NIE BĘDĄ). Walki na mhz i ilości rdzeni są naprawdę zabawne. A lemingi kupują jak leci (sam nim byłem ) ;).
6. Android nie ma przyszłości. Już zjada własny ogon. Niech mi ktoś powie co wnosi Kitkat, Jellybean czy Marshallmallow. Wyglądają te systemy coraz gorzej, są coraz bardziej nie intuicyjne, coraz bardziej zasobożerne. Dlaczego ? To proste – JAVA. Język na którym jest zbudowany obecny system nie będzie już lepszy. Granice zostały osiągnięte. Wszystko co zostanie dodane to zostanie zmulone. Teraz tylko mamią klientele zmuszając ich do kupna nowych słuchawek (no bo – patrz punkt 1 i 2 ).  Ostatni soft który coś wniósł to Icecream Sandwich – obsługę tabletów. Dalej to nic nie warte bzdury.

 Oczywiście system ma też pozytywy :
1. Łatwość w programowaniu i wrzucaniu np. wersji testowych softów.
2. Telefon podłączysz do każdego komputera i np. zgrasz coś na pamięć wewnętrzną telefonu (coś ala pendrive) bez potrzeby jakichkolwiek sterowników.
3. Do telefonów podłączysz bezproblemowo klawiatury i myszki czy pady przez port miniusb. A kable miniusb używają praktycznie wszyscy.
4. Szerszy zakres modeli – telefony z zoomem optycznym do aparatu, ekran 3d, projektor itp.

Jednakże moja przesiadka na iOSa była swoistym oddechem wolności. Ale zacznijmy co mi się nie podoba w systemie iOS:
1. Brak jakiegokolwiek dostępu do struktury plików bez uprzedniego złamania systemu! Nic nie mogę zrobić w plikach bez złamania softu!
2. Złącze lighting i 30-pin. W Polsce ciężko jest znaleźć kogoś z takowym kablem. Pozostaje zawsze nosić takowy ze sobą. Odpada przy tym połączenie jakiegoś zewnętrznego urządzenia przez to złącze.
3. Żeby podłączyć telefon do komputera MUSIMY zainstalować iTunes! Nie ma innej opcji. To jest jakiś dramat. A nawet i po zainstalowaniu to do plików się nie dostaniemy. Musimy mieć JB i odpowiedni program zainstalowany na komputerze !
4. Wyższe ceny aplikacji w sklepie AppStore w porównaniu z odpowiednikami w Google Play.
5. Brak możliwości podłączenia karty pamięci do urządzenia. Z jaką ilością kupisz – z taką się będziesz borykał. A dopłacenie 500zł za większą pamięć to ewidentny skok na kasę urzytkownika

I to w sumie na tyle wad. Teraz pozytywy:
1. Aktualizacje softu. iPhone 4s ma już ponad 4 lata – a nadal otrzymuje najnowszy soft! I działa na nim naprawdę wyśmienicie !
2. Trzeba być  zdolnym by zawiesić urządzenie appla. Naprawdę. Chyba, że zrobiliśmy JailBreak (czyli złamaliśmy soft) i namieszaliśmy coś zanadto. Urządzenie appla będzie działało ZAWSZE tak samo. Czy jest włączony 2h czy też pół roku. Nie trzeba robić żadnych restartów, resetów, formatów. Ten telefon działa, płynie. Zawsze tak samo.
3. Dwa rdzenie i pół GB ramu (w iPhonie 4s) ? Mało ? Niekoniecznie. System jest tak zoptymalizowany, że nawet z takimi parametrami urządzenie działa bardzo dobrze. Oczywiście – szwankuje multitasking, ale przy takich parametrach android nawet się nie włączy (z nowym softem).  Na 1gb ramu ten telefon po prostu „lata”. Działa ultra płynnie i wspaniale.
4. Jakaś aplikacja jest w sklepie Appla ? To będzie działała na Twoim urządzeniu. Śmiało możesz używać. Każdy soft jest sprawdzany dogłębnie przez sztab informatyków. Nie znajdziesz tu zawirusowanych bubli wieszających telefon.
5. Gry AAA. Tak. Jest ich multum. I tak. Działają jak należy. I wiele z tych tytułów nie znajdziesz na androidzie.
6. Wygoda używania. Tu nie ma setek menu, podmenu i ukrytych opcji. To urządzenie ma działać i działa. Bez fajerwerków, miliona animacji nikomu do niczego niepotrzebnych. Optymalizacja na pierwszym miejscu.

Patrząc na powyższe to można by sądzić, że do androida nie powrócę. I możliwe, że tak będzie. Jednakże. Jeżeli pojawi się coś ala Xperia Play 2.0 – z lepszymi bebechami i małym ekranem to zielony robocik mnie kupi. Jestem graczem. Nałogowym graczem mobilnym. Mam dołączanego pada do iPhone’a. Lecz ja nie chce dołączanego. Chce – tak jak w Xperii Play – był on stale ze mną. By był integralną częścią mojego smartphone’a. Mógłbym używać dalej XP – jednakże musiałbym korzystać z softu od użytkowników. A ten jak pisałem powyżej, nie jest idealny. Nie jest nawet dobry. A na oryginalnym sofcie nie zainstaluje aplikacji które muszę mieć przy sobie, a i nie odtworzę filmów powyżej 480p. To jest przyczyna mojego odejścia od XP. Ale XP 2.0 z dobrymi podzespołami spowodowałaby, że mógłby to być pierwszy telefon kupiony przeze mnie w dniu premiery.

Andek vs iOS ? Dla mnie iOS. Android jest już zużyty. Kolejne mhz czy rdzenie nie zmienią jego działania. To nadal będzie ten sam zamulony system.

[Vicious] Monster Hunter 4 Ultimate [cz.2]

Długo zbierałem się za napisanie tej recenzji. Zresztą mocno opóźnionej, bo przecież gra wyszła w lutym! Cóż począć – czasu mało, roboty sporo a chęci też nie za wiele.

Kto mnie zna, ten wie, że jestem fanem serii już od wielu wielu lat. Grałem chyba we wszystkie części i wszystkie wspominam z największą przyjemnością. Za niedościgniony wzór uważałem Freedom Unite. Dużo też ograłem w wersję Portable 3rd oraz Tri. Nowości zaprezentowane w tych ostatnich niektóre przypadły mi do gustu – inne mniej. Ale teraz mamy już wersję 4 Ultimate (czyli na dobrą sprawę rozwiniętą „czwórkę”, która na nasze nieszczęście została wydana tylko i wyłącznie w Japonii). Jak zobaczyłem 3DSa w wersji limitowanej i to w nowej edycji (New 3ds XL) to postanowiłem – musze ją mieć. To będzie dla mnie gra na min. rok jak nie dłużej. I nie pomyliłem się…

Co się zmieniło w porównaniu do poprzednich części ? Ano sporo. Jest w końcu sprawny tutorial, jest kilka miasteczek (nie jedno), są dwie Guild Hall’e (gwoli przypomnienia każda poprzednia część miała do zaoferowania jedno miasteczko i jeden Guild Hall). Liczba monstrów do ubicia prześcignęła tą znaną z Freedom Unite, dostaliśmy dwie nowe bronie (Insect Glaive oraz Charge Blade), masę nowej zawartości w postaci przedmiotów, zbroi, Hone broni (o tym później), nowych skilli, skakania (walka na kilku poziomach w pionie).

Mieszanka wyszła nad wyraz smakowita. Dla pojedynczego gracza otrzymaliśmy fantastyczną kampanię, możliwość uczestniczenia w wyprawach (gdzie nie ma ograniczeń czasowych), możemy zdobyć relic weapons oraz armor (sprzęt niedostępny nigdzie indziej – czasami możemy trafić na niesamowicie potężne sprzęty), przedmioty nie dostępne nigdzie indziej, no i wyzwania w postaci nie takich znowu łatwych potworów do ubicia. Gracze singlowi nie będą się nudzili – ok. 50h do ukończenia głównego wątku i ok. 80-100h by wykonać wszystkie przygody.

Gra sieciowa w końcu doczekała się gry przez Internet na konsoli przenośnej. To było to na co chyba wszyscy czekaliśmy. Nareszcie można by rzec. Wyszukiwarka pokoi została świetnie pomyślana (możemy szukać gier gdzie gracze robią odpowiednie questy – np. farmią Tigerexy). Super. Dodano okienko do chatów (niestety brak chatu głosowego) gdzie możemy porozumiewać się z graczami dzięki dotykowej klawiaturce. Ludzi chętnych do gry jest sporo (praktycznie zawsze znajdziemy interesujący nas pokój, gdzie ktoś robi Quest który my chcemy zrobić), rzadko kiedy wyrzuca nas lub innych graczy z gry (chociaż jest to szczególnie wkurzające jak walczymy z wyjątkowo ostrą bestią a tu nagle PYK – wszyscy padają na ziemię i pojawia się napis „xxxxx wyszedł z guild hall” a Ty zostajesz sam na sam z potworkiem). Tak czy inaczej – jest miód. Mega miód. Dla graczy hardcorowych do zdobycia HR 999 i Gold Crown (co ciekawe kilka takich osób już spotkałem). Dla zapaleńców setki godzin grania.

Co do nowości. Zniknęły farmy. I chyba ostatecznie. Na początku nie czułem nowego systemu pozyskiwania przedmiotów o mniejszej wartości (ale ważnych do tworzenia np. mikstur) lecz po pewnym czasie doceniłem go. Myślę, że tak już powinno zostać i twórcy nigdy nie powinni pakować się w inne pomysły. Na czym to polega ? W mieście jest staruszek który (po odblokowaniu) posiada 3 sloty w których możemy zamawiać różnego rodzaju dobra (podzielone na cztery kategorie) za punkty zdobywane w questach. Dodatkowo za te punkty możemy wymieniać na przedmioty, a jeszcze inne przedmioty na inne. Wiem brzmi to pokrętnie – ale ważne, że to działa tak jak należy (przykładowo w grze brak Azurosa czy Narcagugi (chlip) – ale możemy zrobić ich zbroje właśnie wymieniając przedmioty z innych potworów na ich odpowiedniki).

Nowe bronie wspaniale wpisują się w nowy system (gry w pionie). Za pomocą Insect Glaive możemy skakać dzięki czemu łatwiej możemy dosiąść potwora (też nowość). Po osiodłaniu monstra otrzymujemy prostą mini gierkę w której potwór chce nas zrzucić a my staramy się go na tyle pokiereszować by się wywrócił (i stracił sporo HP). Znacząco to urozmaica rozrywkę. No i mamy uczepioną do naszej dłoni robaka – którego wystrzeliwujemy w stronę potwora w celu zdobycia różnych power’upów. Druga broń (moja nowa miłość w Monster Hunter) – Charge Blade – to dwie bronie w jednej. Ładowalna coś jak Switch Axe, lecz gra się nią zupełnie inaczej. Podstawowo jest to miecz i tarcza (jak sword and shield – ale bez możliwości używania przedmiotów przy wyciągniętej broni) a po transformacji wielki topór (z olbrzymią mocą niszczenia lecz nasza postać potwornie wolno się z nią porusza). W łatwy sposób możemy tworzyć niekończące się comba, ładując tarczę i wyzwalając ogromny ładunek atutu dołączonego do broni (np. ognia,lodu,wody etc.). Po naładowaniu tarczy blok jest prawie równy blokowi z Lancy (najpotężniejszej tarczy w grze). Ogólnie rzecz ujmując – nowe bronie wymagają nauki grania nimi. Czasami jest to długa i męcząca ścieżka. Lecz warta świeczki. Starsi gracze mogą grać swoimi starymi sprawdzonymi broniami (wszystkie są dostępne).

Kolejną nowością odnośnie broni jest tzw Hone (nie wiem jaki jest odpowiednik w języku polskim tego wyrazu). Ja bym to nazwał zaklęciem. Jeżeli mamy broń o poziomie RARE 9 lub 10 – i nie da się jej już ulepszyć, to możemy ją zakląć. Mamy trzy możliwości – zwiększenie ataku, obrony lub dodanie leczenia (raz na jakiś czas atak na potwora uleczy nas). Zwiększa to sporo możliwości i zwiększa urozmaicenie.

Kolejną nowością jest zaraza (siana przez nowe jak i stare monstra). Zaraza zmniejsza naszą obronę oraz atak, lecz jeżeli uda się nam z niej wyleczyć to otrzymujemy w nagrodę kryształy, które możemy później wymieniać na kopiowanie przedmiotów lub tzw. melding talizmanów (w celu uzyskania nowych- zupełnie losowych).

A jak wygląda sam gameplay ? Jest super. Gra stała się szybsza i bardziej żywiołowa od tej znanej z trzeciej czy drugiej generacji. Nowe lokacje nie urywają czerepu, ale dobrze wpasowywują się w nową filozofię gry (więcej gry w pionie) dzięki czemu jest masa półek skalnych, stopni, miejsc do wspinaczki etc. dzięki których możemy skakać na grzbiety potworów oraz dostać się w różne fragmenty mapy.

Reasumując. Jest więcej więcej więcej i jeszcze raz więcej. I zdecydowanie lepiej. Sterowanie na NEW 3DS XL nie powoduje, żadnych kłopotów. Jest przyjemne i szalenie wygodne. Te zmiany były potrzebne serii. Dodały powiew świeżości. A gracze pokochali tą część. I ja ją pokochałem. I każdemu polecam.

[Vicious] O serii Monster Hunter okiem Vicka.

Chcecie zagrać w trudną, frustrującą grę ? Macie naprawdę dużo czasu na rozwijanie swojej postaci ? Jesteście odporni na porażki ? Jeżeli tak to ta seria sowicie wynagrodzi wasze trudy. Witajcie w świecie potworów, w świecie który sprzedał się już w ponad 28 milionach sztuk na całym świecie. Lecz na dobrą sprawę gra jest popularna tylko w Japonii. W Ameryce czy Europie istnieje zaledwie garstka miłośników tej gry. Monster Hunter można albo kochać albo nienawidzić.

PS2 – pierwsza generacja

W marcu 2004 roku firma Capcom wydała w Japonii grę Monster Hunter. Tytuł ten w bardzo szybkim czasie sprzedawał się zadziwiająco dobrze. Japończycy zakochali się w świecie łowcy potworów. Dla nas – w bardziej zrozumiałym języku – gra została wydana rok później lecz z powodu braku reklamy tytuł ten nie zyskał dużej popularności. Po wejściu do menu głównego i kliknięciu „New Game” (w tle przygrywa motyw muzyczny, który towarzyszy serii po dziś dzień) przechodzimy przez ekran tworzenia postaci (dość rozbudowany – możemy wybrać płeć, kolor skóry, włosów, fryzurę, barwę głosu itd) i po chwili budzimy się w domku w wiosce.

Gra nie posiada żadnych tutoriali czy samouczków – jedynie pierwsze misje jakie weźmiemy od szefa wioski wytłumaczą co nie co zawiłość rozgrywki. I tu pojawia się pierwszy szkopuł przez który gracze spoza Japonii mogli nie zrozumieć tej gry. Ciężko jest początkującemu łowcy określić co ma robić, jakie przedmioty są mu potrzebne, do czego służą, jaki dobrać ekwipunek. Całości uczymy się metodą prób i błędów eksplorując mapy, zbierając co się da i pokonując wszystko co się rusza. Zadania przyznawane nam dzielą się na misje polegające na przyniesienie określonej ilości danych składników/rzeczy (np. złowić kilka ryb, przynieść trzy mięsa etc.), pokonanie jakiegoś potwora (tych jest najwięcej) czy też złapać grasujące w pobliżu monstrum. Wraz z wykonywaniem kolejnych misji otrzymujemy misję specjalną (zazwyczaj dużo trudniejszą od tych poprzednich) i po jej ukończeniu otrzymujemy dostęp do questów wyższego poziomu (określoną ilością gwiazdek – im ich więcej tym misje trudniejsze). Twórcy oddali graczom kilka regionów do łowienia (np. wulkan, pustynia czy bagna) każda o innym klimacie i podzielone na mniejsze segmenty. Nie wszystkim spodobało się takie rozwiązanie, gdyż pomiędzy poszczególnymi fragmentami pojawia się ekran z napisem „Loading” i chwilę musimy czekać aż się dany kawałek mapy załaduje. Początkowo sądzono, że jest to spowodowane małą ilością pamięci konsoli PS2 – jednakże do dnia dzisiejszego wszystkie gry z tej serii są w ten sposób podzielone. Ma to swoje plusy – każdy segment mapy jest bardzo bogaty w szczegóły, nie ma granicy widoczności (odległe elementy są cały czas doskonale widoczne) a gra utrzymuje stałe FPS nawet gdy na ekranie znajduje się kilka monstrów (i to różnej wielkości) na raz. Capcom zawiesił bardzo wysoko poprzeczkę jeżeli chodzi o faunę świata. Wszystkie stworzenia na które się natkniemy są bogato animowane, wydają różne dźwięki, inaczej się zachowują, każdy inaczej atakuje i inaczej się z nimi walczy. Począwszy od roślinożernych małych dinozaurów, które uciekają zaraz jak wyczują łowcę aż po potężnego Rathalosa (smok z intro) gdzie każde spotkanie z nim powoduje wydzielanie adrenaliny. Pokonanie monstrów łatwe nie jest (dodatkowo mamy limit czasowy na wykonanie zadania). Baaa – nie raz będziemy podchodzili do danego zadania po kilka-kilkanaście razy. Nie mamy podanych informacji o ilościach punktów życia potwora – to możemy odczytać tylko z jego zachowania oraz wyglądu co powoduje, że doświadczenie nie zdobywa nasz awatar łowcy lecz my sami. Początkujący laik nawet z najlepszym ekwipunkiem nie poradzi sobie nawet z prostszymi monstrami (natomiast doświadczony gracz nawet słabym sprzętem jest w stanie pokonać olbrzymie potwory). Do gry został dodany też tryb multiplayer – gdzie gracze z całego świata mogli (bo już nie mogą – serwery zostały zamknięte w 2008 roku) toczyć boje z trudniejszymi potworami i zdobywać rzadsze przedmioty walcząc do góra 4 łowców naraz. Do dyspozycji gracza oddano sporo różnego sprzętu – poprzez broń białą (jak np.miecze czy lance) po broń strzelecką (łuki i kusze) zbroje, zioła, mikstury itp. Nie znajdziemy w tej grze żadnych charakterystyk gracza (za wyjątkiem zdrowia oraz kondycji) – w tej grze uczy się gracz nie awatar. Wszystko to wpływa na głęboką imercję ze światem gry. W pewnym momencie każda plansza staje się znana jak własna kieszeń, wiemy jak się zachować gdy zaatakuje nas dany rodzaj monstra. Japończycy szybko uzależnili się od przygód i Capcom wydał dla nich w 2005 roku rozbudowaną wersję gry pod nazwą Monster Hunter G – gdzie do podstawowych monstrów doszły nowe podgatunki, dodano nowe rodzaje bronii, kuchnię gdzie koty (Felyny) pichcą dla nas pożywienie oraz szkołę treningową. W tym samym roku wydano też Monster Hunter Portable na konsolę PSP, która jest konwersją rozszerzonej wersji jedynki. Przystosowano sterowanie pod możliwości jednego analoga (zadawanie ciosów przypisano pod przyciski – w wersji na PS2 ciosy zadawało się drugim analogiem) i tylko dwóch triggerów. Reszta pozostała bez zmian. Sprzedaż konsoli PSP drastycznie wzrosła więc Capcom postanowił rok później wydać tą wersję gry dla reszty świata (pod nazwą Monster Hunter Freedom). Tytuł ten tak dobrze się sprzedawał, że tylko kwestią czasu było wydanie sequela.

Druga generacja – PSP górą.

Gdy cały świat ogrywał Monster Hunter Portable Japończycy dostali w swoje ręce Monster Hunter 2 na konsolę PS2. Plansze oraz potwory z jedynki przeszły lifting oraz dodano tryb dnia i nocy, zaczynaliśmy grę w nowej wiosce oraz dostaliśmy nowe rodzaje broni. Nowości w gruncie rzeczy nie było za dużo lecz nie przeszkodziło to by sprzedaż w Kraju Kwitnącej Wiśni była na wysokim poziomie. Na miejsce głównego monstra do pokonania wskoczył Tigerex – w Japonii jeden z ulubionych monstrów do dnia dzisiejszego. Capcom widząc, że sprzedaż na przenośne konsole była lepsza od konsol stacjonarnych postanowiła po raz kolejny przekonwertować tą grę na przenośną PSP pod nazwą Monster Hunter Portable 2 w 2007 roku oraz Monster Hunter Freedom 2 dla reszty świata w 2008. Wersje „portable” miały w gruncie rzeczy tylko jedną wadę w porównaniu do wersji stacjonarnych – multiplayer odbywał się lokalnie – nie było możliwości gry przez Internet. Wychodząc klientom naprzeciw Capcom w raz z wyjściem w 2008 roku Monster Hunter Portable 2nd G (bardziej rozwinięta druga część) stworzył punkty w miastach (na wzór naszych kafejek internetowych) gdzie gracze mogli się spotykać i wspólnie wykonywać questy.

W 2009 do reszty świata trafiła Monster Hunter Freedom Unite – MHP2ndG z Japonii. Jest to jedna z najbardziej rozbudowanych odsłon wersji i jedna z najbardziej popularnych – ponad 400 questów, ponad 1000 różnych broni białych, 350 strzeleckich, 2000 elementów zbroi. Gra została jeszcze wydana na iOS w 2014 roku z przystosowanym sterowaniem pod ekran dotykowy.

Trzecia generacja – Nintendo vs Sony

W 2009 roku fani przeżyli szok. Monster Hunter Tri – tylko na konsoli Nintendo Wii. Nowa generacja zrestartowała serię. Wszystkie mapy są nowe, część broni została usunięta, dodano samouczek, zmienili system detekcji obrażeń, ułatwiono zbieranie oraz wydobywanie surowców. Gra stała się też znacznie łatwiejsza co podzieliło fanów.

Dodano też misje rozgrywane pod wodą (co nie bardzo spodobało się miłośnikom tej gry) oraz tryb multiplayer przez Internet (co ciekawe Japończycy za grę wieloosobową musieli płacić abonament). Jak w pierwszej generacji przeważały tereny leśne, w drugiej mroźne góry – w trzeciej pierwsze skrzypce grają dżungle. W 2010 roku wyszła tylko w Japonii ostatnia wersja na konsolę PSP - Monster Hunter Portable 3rd – gdzie znajdziemy wszystkie rodzaje broni plus nowe z MHtri, powróciły stare monstra nieobecne w wersji Wii, kuchnia została zastąpiona gorącymi źródłami. Gra biła rekordy sprzedaży (najlepiej sprzedający się tytuł w Japonii na tą konsolkę – ponad 4,8 mln sprzedanych sztuk) co przyczyniło się też do sprzedaży ogromnej ilości konsol. Reszta świata patrzyła na wszystko z zazdrością – lecz gra nigdy nie wyszła poza region Japonii. W 2011 roku wydano wersję HD MHP3rd na konsolę PS3 – i było to ostateczne pożegnanie serii z Sony. Następne gry miały ukazywać się tylko na konsolę Nintendo. Fani często pytali – Czemu Nintendo ? Klarownej odpowiedzi nigdy nie poznaliśmy lecz można przypuszczać, że Big N wyłożyło spore ilości pieniędzy na wyłączność.
Najbardziej rozwinięta gra z tej generacji – Monster Hunter 3 Ultimate ujrzała światło dzienne w Japonii w 2011 roku oraz 2013 w Ameryce i Europie. Początkowo były to wydania tylko na konsolę 3DS a dopiero później otrzymaliśmy wersję na Wii U (w Japonii zwanej HD). Z ciekawostek: możliwa jest gra pomiędzy 3DSem a Wii U dzięki połączeniu przenośnej konsolki ze stacjonarną Wii U za pomocą WiFi, powróciły questy podwodne (nieobecne w MHP3rd), tradycyjnie nowe potwory a sterowanie zostało zoptymalizowane pod ekran dotykowy (tam mamy dostęp do przedmiotów w plecaku oraz mapy).


Czwarta generacja – 3DS

Wszystkie gry z generacji czwartej jak na razie pojawiła się tylko na przenośnej konsolce Nintendo. Czwórka pojawiła się tylko w Japonii – a ze względu na blokadę regionalną mocno zmniejszyła liczbę graczy na całym świecie. Dopiero w styczniu tego roku otrzymaliśmy wersję Ultimate czwartej generacji (wydanej w Japonii w 2013 roku). Wszystkie plansze zostały stworzone na nowo, pojawiła się nowa plejada monstrów, dodano nowe rodzaje broni (czyli standard dla serii). Największą nowością jest możliwość prowadzenia walki na kilku płaszczyznach – możemy wspinać się na wyższe elementy planszy – oraz dodano możliwość wskoczenia na grzbiet potwora i z tej pozycji starać się go pokonać. Po raz pierwszy też w wydaniu mobilnym możemy grać z ludźmi z całego świata poprzez Internet. Gra uzyskała bardzo wysokie oceny i przez fanów uznawana jest za najlepszą grę z całej serii.

Spin-off

W Japonii wyszła cała masa gadżetów związanych z uniwersum Monster Hunter –maskotki, plakaty, figurki – wszystko czego dusza zapragnie. Ale oprócz gadżetów pojawiły się też inne gry. Monster Hunter Diary: Poka Poka Felyne Village (oraz część druga z dopiskiem G) na konsole PSP gdzie pierwsze skrzypce grają „koty”- Felyny. Gra była w charakterystycznej oprawie Super Deformed. Zamiast symulacji łowcy do dyspozycji dostaliśmy Felyny które poruszały się w bok i wykonywały akcje podobnie do innej znanej gry z tej platformy – Patapon – z tym wyjątkiem, że gra nie opierała się na rytmicznym wciskaniu poleceń. Gra nie opuściła granic Japonii. Na platformy iOS i Android wyszedł Monster Hunter: Dynamic Hunting – gdzie toczyliśmy bitwy z pojedynczymi potworami. Olbrzymie ograniczenia telefonów przyczyniły się do słabego sterowania, wielu uproszczeń (widzieliśmy pasek życia potworów) co ostatecznie przełożyło się niskie oceny i bardzo słabą sprzedaż. Na platformie PC (oraz później Xbox360) Capcom wydał w 2007 roku Monster Hunter: Frontier Online – grę typu MMO. Przystosowano sterowanie pod klawiatury i myszki, a całość rozgrywki jest darmowa – płacimy tylko za dodatki do gry. Napalonym graczom od razu mówię – gra nie wyszła poza obręb Japonii i Korei i nie ma możliwości gry poza tymi regionami (chyba, że będziemy korzystali z VPN) a język w grze to tylko Japoński lub Koreański. Warto jednak zobaczyć tą odsłonę gdyż jest ona oparta na silniku CryEngine 3. Wygląda obłędnie – i na dobrą sprawę jest to jedyna wersja Monster Hunter w prawdziwym HD. Oprócz tego dostaliśmy karciankę (dostępną też w wersji elektronicznej na Androida i iOS), mangę (Monster Hunter Orage – 4 tomy – zostały przetłumaczone na język angielski) oraz krótkie anime. Świat Monster Hunter jest niesamowicie popularny w Japonii. Nie zyskał on jednak globalnej sławy na miarę Pokemonów. Możliwe, że przez słabą reklamę a możliwe, że ze względu na zbyt wysoki poziom trudności. Jednak każdemu miłośnikowi trudnych gier, którzy lubią wczuć się w klimat odwiedzanego świata i mają sporo wolnego czasu – gorąco polecam. Tu nie ważna jest fabuła czy statystyki – ważne są nasze własne umiejętności oraz doświadczenie. Rzadkość w dzisiejszych czasach – gdzie gry w zasadzie przechodzą się same.

PS. Tekst miał szansę ukazać się w miesięczniku Pixel. Jednakże był za słaby. Szkoda.

[Vicious] New 3DS XL [cz. 1]

Już mijają dwa miesiące odkąd zakupiłem 3DSa – new 3DSa – new 3DSa XL. Ach to nazewnictwo. Nintendo postanowiło uaktualnić linię 3DS dodając przedrostek NEW przed nazwą, zwiększając prędkość procka, dodając drugą (pseudo)gałkę analogową i poprawiając efekt 3d w grach. Posiadacze starych 3DSów mogą poczuć się oszukani, bo nowy 3DS tak naprawdę nie wiele wprowadza – ale na niego będą wydawane ekskluzywne tytuły niedostępne na starszej wersji kieszonsolki.

Co mnie – starego draba – popchnęło do kupienia New 3DSa? Cóż – Monster Hunter. Najnowsza część która w końcu zagościła na starym kontynencie w zrozumiałym dla nas języku. Setki obejrzanych godzin z gameplay’a MH4 (wydanego tylko w Japonii) przekonało mnie, że muszę mieć wersję Ulitmate (czyli pełną) tej gry. Ja – fan – tego uniwersum nie mogę przejść obok tego obojętnie.

No i wypatrzyłem – edycję New 3DSa XL Monster Hunter 4 Ultimate (z preinstalowaną grą na karcie pamięci). Co dostałem w zestawie ? W sumie konsolę i papiery. Serio – w zestawach new 3ds nie ma ładowarki. To są jakieś jaja. Sama konsola nie ma nawet wgranego tematycznego menu (takowe jak chcemy to musimy kupić w sklepie eShop). Obudowa, która wygląda na metalizowaną w rzeczywistości jest plastikowa do bólu. Plastik z jakiego jest wykonana konsola jest marnej jakości – od razu czuć, że jest mocno podatna na zarysowania. Ma się wrażenie trzymania słabej jakości zabawki a nie konsoli za ponad tysiąc złotych! Nintendo – chyba z Wami jest coś nie tak… Ekrany mimo niskiej rozdzielczości dają radę – kolory są żywe i soczyste. Nie ma efektów ghostingu – efekt 3d naprawdę powala. Nie miałem kontaktu ze starszą wersją konsoli – ale ja odkąd włączyłem 3d to nie widzę powodu by z tego udogodnienia nie skorzystać. Gry dostają głębi i wyrazu. Odkąd widziałem zapowiedzi 3DSa chciałem poczuć to 3d – i nie jestem zawiedziony. Warto było.

W tej części nie będę się rozpisywał o grach – skupię się tylko na konsoli i swoich osobistych odczuciach. Jak większość z Was wie – jestem funboy’em PSP. Czy zakup 3DSa coś w tym temacie zmieniło ? I tak i nie. Nadal uważam PSP za najlepszą konsolę przenośną. Natomiast 3DS uświadomił mi jak bardzo nie potrzebuję platform stacjonarnych do grania. Konsole pod telewizorem nie są mi do szczęścia potrzebne tak samo jak i komputer. Odkąd w moim domu zawitała najnowsza konsola Niny – inny sprzęt nie był włączany. Czasu na granie mam bardzo mało – i to co mam wolę przeznaczyć na wyłożenie się w fotelu lub łóżeczku i wygodne granie aż do momentu jak mnie sen zmorzy. 3DS zmienił moje myślenie o rozrywce. Dlaczego ? Bo mogę grać i solo i w Multi bez potrzeby włączania jakiegokolwiek innego sprzętu. To jest WYGODA. To jest PRZYJEMNOŚĆ. Żona może korzystać z TV czy komputera i nie ma między nami przepychanek co chcemy robić. Ona ogląda TV, ja siedzę obok i możemy cieszyć się swoimi przyjemnościami jednocześnie rozmawiając na wszelakie tematy.

Nintendo dobrze sobie radzi również na płaszczyźnie aktualizacji. Baaardzo mi się podoba, że nie wydają ich pierdyliard dziennie i to takie które nic nie wprowadzają. Nie nawidzę Patchy, DLC i innych tego typu wymysłów dzisiejszego świata. Nie mam na to czasu. Chcę włączyć konsolę i cieszyć się zabawą. I taki wygodny model dostarcza nam 3DS. Kupujemy grę, wsadzamy do konsoli i woala. Czasem zawoła o patcha to nie ściąga setek gigabajtów by naprawić glitcha w jednym miejscu. Nina nadal trzyma poziom swoich produktów – i to bardzo się chwali.

Ostatnimi czasy zastanawiałem się czy potrzebuję jakąkolwiek inną konsolę oprócz 3dsa i PSP. I doszedłem do wniosku, że nie. Nie mam tak czasu na granie – a kupowanie gier by w nie nie grać to głupota. Na Steamie mam ponad 100 gier – i co z tego jak nawet nie chce mi się ich włączać (jeszcze nie wiadomo kiedy się ściągną, czy będą działały na moim wiekowym sprzęcie etc.). Starzeję się chyba.

Czy konsola była warta kupna ? Z mojego punktu widzenia tak. Mimo plastikowości new 3DSa i braku ładowarki w zestawie (SIC) to jest to konsola marzeń każdego gracza lubiącego prostotę lecz skomplikowane gry. Ilość tytułów jest przeogromna a ich jakość jest zupełnie wystarczająca na nasze czasy (no wiem – rozdzielczość 400x200 nie powala ale efekt 3d rekompensuje tą wadę). Ja staję się mobilny – net, muzyka i filmy w telefonie, gry na kieszonsolce i na co mi komp ? Sami sobie odpowiedzcie czy komputery są Wam jeszcze do czegoś potrzebne ?

[Vicious][Gawędy po fai] Xperia play again, Zoom, WOŚP

Po prawie roku jaki upłynął od czasu kiedy zakupiłem Samsunga S4 Zoom postanowiłem powrócić jednakże do mojej kochanej playki. Oficjalnie – żonie psuje się telefon to dostanie Zoom’a- nie oficjalnie – no właśnie… W Chłopaki Nie Płaczą, Laska powiedział święte słowa – trzeba się zastanowić co się życiu chce robić i później robić wszystko by to robić. Ja doszedłem do wniosku, że największą frajdę sprawia mi granie. Telefon mam zawsze przy sobie – więc automatycznie staje się to idealna maszynka do grania. Można grać na ekranie dotykowym – ale myślę, że każdy który się przekonał jak to jest „wygodne”. Prosty namawiał mnie na pada pod BT – ale szczerze – to ma być wygodne ? Dodatkowy sprzęt do noszenia, ładowania, podłączania etc. etc. Na szybką partyjkę w jakąś gierę to się kompletnie nie nadaje. Jest kilka telefonów z padem – w tym całkiem mocnych i nowych – lecz ja mam w posiadaniu Xperię Play (2gą z 10 w Polsce Xperii Play – wygraną w konkursie). Po małych (a nawet całkiem sporych) perypetiach siedzę już na tym telefonie już prawie tydzień. I jakie są wrażenia siedzenia na tym przestarzałym i starym telefonie ? Powiem tak – źle nie jest, fantastycznie też nie – ale pad całkowicie osładza braki po S4 Zoom. Oczywiście trzeba go odpowiednio ustawić, wgrać odpowiedni soft itd. I tutaj znajdzie się taki mini poradnik – jeżeli kogoś by jeszcze tchnęło w ten staroć zwany Xperia Play by używać go jako codziennej konsolki oraz rzecz jasna telefonu (szczerze Prosty – nie wierzę, że kupisz ;) ).
1. Należy wgrać szybki i zdebloatowany Rom – szczerze polecam Rom od Krisdee z XDA oparty na ICSie w wersji 4.0.4 (Rom oparty na oficjalnym lecz nigdy nie wydanym publicznie Romie od Sony Ericssona).
2. Zmiana kernelu – Lupus – i wszystko jasne. Najlepszy w moim odczuciu jest Lupus v7 GB-ICS.
3. Greenify – aplikacja ubijająca programy działające w tle (typu Facebook, Instagram etc.). To jest must have – minimum w wersji nie płatnej – a zalecana wersja płatna.
4. SetCPU lub coś w ten deseń – programik do podkręcenia procka – ustawienia dla mnie optymalne to ~250 - ~ 1200 mhz i gouvernor cfq. Telefon otrzyma fajnego „kopa” i w miarę płynności.
5. Fast Reboot – po każdym wyłączeniu gry/emulatora zalecam klepnąć Fast Reboot’a. Tak dla własnego spokoju.
6. I ostatni – ale chyba najważniejszy – Titanium Backup (zalecany płatny PRO). By wszystkie (z małymi wyjątkami jak klawiatura, przeglądarka etc.) apki wrzucić na kartę SD. W systemie w 90% tego nie możemy tego zrobić (sam nie wiem czemu). To pozwala mi zachowywać bezpieczne ~ 200mb wolnej pamięci w telefonie (jaja się zaczynają jak mamy poniżej 100mb wolnej przestrzeni). Resztę – jak kto lubi i potrzebuje. O apkach polecanych mógłbym artykuł na parę stron napisać – ale szczerze nie wiem czy to jest potrzebne.
Dzięki powyższych rad otrzymujemy fajnie działający telefon i genialnie pracującą konsolkę na emulatory (ja gram tylko na emulatorach – gry androidowe szczerze nie interesują mnie). Musimy pamiętać, że nie będzie to rakieta. Prędkość działania będzie – powiedzmy sobie szczerze – znośna. Czasami lag się pojawi, Facebook będzie ładował się parę sekund, przeglądarka będzie przewijała strony z lekkim przeskokiem/lagiem. Ale wszystko działa jak marzenie – Twitch, Tweeter, Facebook, Instagram, Feedly, YouTube – to wszystko u mnie działa i to BARDZO dobrze – dla mnie wystarczająco.
Czego będzie mi brakowało po Zoom’ie ?
1. Ekranu – kurcze może nawet nie tych kolorów SuperAmoled’a a jasności i jaskrawości. Mobile Bravia Engine naprawdę jest cieniutka – a LED a superamoled to różnica miażdżąca.
2. Pamięci 1,5gb ramu – na mój gust 1,5 gb to absolutne minimum by te pier… kombajnowe aplikacje z toną powiadomień mogły w miarę płynnie działać w tle (choć też i niekoniecznie bo kilka razy miałem informację, że RAM jest zapchany w 90% - żenada).
3. Aparatu – no cóż. Aparat w XP jest umowny – ale fajne fotki można i nim też strzelić. Ale co zoom to zoom. Co 16mpx to 16mpx.
4. Jakości muzyki na słuchawkach. Yep – XP ma genialne głośniki stereo. Kocham je. Ale na słuchawkach zdecydowanie wygrywa Zoom.

Kilka przemyśleń odnośnie Zoom’a oraz innych nowszych Smartphone’ów. Samsung (i z tego co wiem kilka innych firm) zrobił najgłupszą i najbardziej nie zrozumiałą rzecz jaką kiedykolwiek widziałem. Dowiedziałem się o tym dopiero jak zacząłem zabawę z Zoom’em. Szukałem w Internecie jak rozwiązać ten problem – ale praktycznie się nie da (tzn. jest program który choć troszkę nam pomaga ale często laguje telefon a na dodatek nie jest to sprawa idealna). Chodzi o to że Samsungi mają wbudowaną pamięć (Zoom 8GB) i to się bardzo chwali. Ale czemu ja się k… pytam ta pamięć ma katalog SDcard ??? O co chodzi – podczas przenoszenia apek (tych co się da) na kartę pamięci – w rzeczywistości przenosimy ją z jednego katalogu do drugiego… Na tej samej 8gb powierzchni – tylko w inny katalog. Karta pamięci ma nazwę extSDcard i za Chiny nie idzie tego zmienić. DRAMAT. Wgrywałem apki (w tym i parę mocnych i obszernych gier) za każdym razem przenosząc na (niby) kartę pamięci a tu po chwili ZONK. Brakuje miejsca. Po chwili lag i restart telefonu… No bomba. Ciągłe informacje o braku miejsca na zainstalowanie apki to standard… Kto to wymyślił ? Kto doprowadził do takiego stanu ? Czemu tego od razu nie zmienili ??? Czemu tak jest do dnia dzisiejszego ??? Te pytania zostaną dla mnie bez odpowiedzi. Kartę pamięci można sobie w d… wsadzić. Nadaje się tylko do ściągania torrentów czy też przytrzymywania muzyki. Kolejną sprawą lekko denerwującą w Zoom’ie był ekran. Nie wiem czy tylko mój egzemplarz tak miał – dlatego nie będę psioczył na resztę – ale ekran jak był w pewnej części nagrzany (przykładowo od noszenia w kieszeni spodni nagrzana była tylko górna część) to potrafił błędnie wybierać opcje. Po chwili wracało wszystko do normalności, ale często doprowadzało to do szału (trzeba szybko zadzwonić a tu się GTA włącza…).

Kolejny rok – kolejny WOŚP. Już pisałem kilka razy o tej akcji (nie na tym blogu) i nadal mam swoje inne zdanie. Kontrowersyjne dla wielu. Nadal chciałbym wiedzieć kto płaci za występy „gwiazd”, prąd, obsługę, budowę scen koncertowych, drukowanie naklejek i ulotek, obstawę Policyjną etc. etc. Jak to ma być akcja charytatywna to nie chce by szły na to pieniądze z moich podatków !!! Akcja charytatywna nie powinna mieć takiej pompy w radiu i telewizji. Za te ich reklamówki i relacje płaci się gruby hajs (zgadnijcie z czyjego portfela) bo tracimy na reklamach, programach etc. Studia trzeba opłacić, prąd, infrastrukturę itd. itp. Jak chce to robić TVN czy Polsat – to niech sobie to robi. To są prywatne stacje i to One będą wiedziały jak na tym zyskać a nie stracić. Kolejna sprawa – czemu Owsiak tak bardzo boi się zeznań. Jak jest taki nieskazitelny i akcja WOŚP jest tak wspaniała – to niech to w końcu wykaże by było czarno na białym. Takim jego zachowaniem ja nie mam szczerze zaufania do tej akcji. Caritas wydaje tyle pieniędzy w miesiącu co oni za cały rok uzbierają. A, że ich nie widać – akcji charytatywnych nikt nie chce pokazywać. Lepiej pompę. Nie zrozumcie mnie źle. Co roku wrzucam do puszek. Bo wiem jak bardzo potrzebne są te sprzęty (ale uważam, że te powinny być kupowane na bieżąco z mojego ZUSu a nie roztrwanianie na kolejne premie dla dyrektorów placówek tego g… zusu). Moja córka z takiego po urodzeniu skorzystała. I kolejna pewnie też skorzysta. Jednakże Panie Owsiak – rzućmy karty na stół. Chcę wiedzieć co pod tą akcją „charytatywną” siedzi. Kto wybiera firmy produkujące sprzęt medyczny, za jaką idą cenę, kto płaci za te powyższe rzeczy. Na to pewnie nigdy się nie dowiemy bo wiemy jaki jest Pan Owsiak.

Szczęśliwego Nowego Roku dla wszystkich. I zdrowia – bo tylko to jest najważniejsze. Resztę można wypracować ;) .